Przeszkody dla prawdziwego wybaczenia

Krzysztof Paliwoda

2016-01-22 23:29


Gdy zbliżają się święta, a wraz z nimi rodzinne spotkania, narasta w nas presja, aby być okazywać swym bliskim wdzięczność, współczucie i przebaczenie. Nasze oczekiwania wobec siebie oraz przeczuwanie oczekiwań innych wobec nas mogą napędzać wewnętrzny konflikt i poczucie winy - szczególnie wtedy, gdy nasze relacje z bliskimi nie są w najlepszym stanie. Większość z nas wie, że odczuwanie złości wobec innych jest toksyczne dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. I odwrotnie: wybaczenie może prowadzić do zdrowia i polepszenia naszego samopoczucia. Przebaczenie oznacza porzucenie złości, gniewu, resentymentu i potrzeby zemsty. Paradoksalnie, gdy przebaczamy odczuwamy moc, wolności i jesteśmy mniej – a nie bardziej! – kontrolowanie przez innych ludzi. Dlaczego zatem – w niektórych przypadkach – tak trudno nam przebaczać?

 

Przebaczanie nie jest niczym prostym. Nie możemy po prostu zdecydować, że przebaczamy i sprawić, że nie będziemy już odczuwać złości i żalu wobec osoby, która nas zraniła. Przebaczanie może być szczególnie trudne, gdy czujemy, że jest ono na nas wymuszone przez zewnętrzne okoliczności (oczekiwania rodziny, przykazania religijne, normy kulturowe). Ponadto należy pamiętać, że wymuszone, czy powierzchowne przebaczenie może odnieść odwrotny od zamierzonego skutek. Zamiast wyzwolić nas od niebezpiecznych uczuć, może ono wytworzyć dodatkowy gniew, opór i pasywno-agresywne zachowanie. Najtrudniej przebaczyć wtedy, gdy osoba, która nas zraniła twierdzi, że nic złego nie zrobiła. Co więcej, badania wykazały, że przebaczanie małżonkowi, który nie chce wziąć odpowiedzialności za swój czyn ma negatywne – a nie pozytywne - efekty. Nie może być mowy o prawdziwym przebaczeniu w sytuacji, gdy "nic się nie stało". To jest: wtedy, gdy sprawca nie poczuwa się do odpowiedzialności za popełniony czyn. Problem zaprzeczenia staje się szczególnie widoczny, gdy wyrządzona krzywda polega również na obwinieniu ofiary za to, co się stało. Taki czyn często jest niewidoczny dla innych i trudny do udowodnienia. Przykłady to seksualne wykorzystywanie, czy psychiczne znęcanie się nad dziećmi: zachowanie takie bardzo często sprawia, że dziecko czuje się bezwartościowe, niekochane, zagrożone, a swoją wartość widzi jedynie w zaspokajaniu potrzeb innych. W takich zaprzeczenie i wina jest internalizowane przez ofiarę. Oznacza to, że chwieje się ona między obroną swego prawa do bycia zranionym i złym, a poczuciem winy, zawstydzeniem i obwinianiem się. Obie postawy ścierają się, bez możliwości zespolenia. Skutkuje to tym, że trauma raz doświadczona jest powtarzana wewnętrznie wzmacniając dysfunkcyjną dynamikę relacji rodzinnych. Gdy emocjonalne manipulacje są wyparte, a wrogość ukrywa się pod płaszczykiem dbania, łatwo jest pogubić się w tym, co naprawdę się dzieje. Odpowiedzialność jest przenoszona na ofiarę, która internalizuje ją i odczuwa jako winę. Sprawca, jeśli dysponuje określonymi cechami (egoizmem, brakiem samoświadomości, niezdolnością do brania odpowiedzialności) może "ochronić się" przed poczuciem winy. Dla kogoś, kto chce podjąć proces przebaczania, najważniejsze jest to, by spróbował zrozumieć osobę, która go zraniła. Drugim krokiem jest pielęgnowanie tego zrozumienia. Nie chodzi tu bynajmniej o usprawiedliwianie albo akceptację raniącego zachowania, ale o dostrzeżenie osoby w sprawcy krzywdy, niezależnie od jej zachowania. Dzięki temu można zrozumieć, że kierowało nią co innego niż zwykła chęć zadania bólu.

 

Kolejnym ważnym etapem przebaczania jest akceptacja tego, co się wydarzyło i zaprzestanie walki z niesprawiedliwością, która nas dotknęła. Jest to trudne zwłaszcza wtedy, gdy sprawca krzywdy nie przyznaje się do winy i nie okazuje skruchy. Nie chowajmy urazy, nie szukajmy odwetu ani nie żądajmy przeprosin. Przebaczymy dopiero wtedy, gdy przestaną nas męczyć takie myśli i pragnienia. Trzeba doświadczyć całej gamy emocji, które powstają w sytuacji zranienia przez kogoś, komu ufamy. Ten etap może trwać znacznie dłużej i intensywniej niż chcielibyśmy, jednak aby przejść drogę od cierpienia do przebaczenia, trzeba zająć się ranami emocjonalnymi, które powstały w wyniku skrzywdzenia. Przebaczamy tylko te krzywdy, które już zostały wyrządzone i sprawca nie zadaje już zła. Bardzo trudno wybaczyć – może nawet jest to niemożliwe – krzywdę, która wciąż trwa, a sprawca nie wykazuje żadnej skruchy... Przebaczenie to nie to samo co pojednanie. Zrozumienie oraz zaakceptowanie faktu, że wydarzyło się coś złego, mogą uświadomić osobie przebaczającej, że sprawca nie ma zamiaru się zmienić i że bezpieczna i oparta na zaufaniu relacja nie jest już możliwa. Wyobraźmy sobie na przykład mężczyznę, który dopiero jako dorosła osoba zrozumie i zaakceptuje bolesny fakt ze swojego dzieciństwa: ataki wściekłości jego ojca były spowodowane przez uzależnienie od alkoholu, a on – wtedy mały chłopiec – nie zasłużył niczym na złe traktowanie. Zrozumienie tego umożliwia synowi przebaczenie ojcu krzywd, które wyrządził mu w dzieciństwie. Jeśli jednak ojciec wciąż pije i traci kontrolę nad swoim zachowaniem, syn uświadamia sobie, że nie może mu ufać i że nigdy nie uzyska takiej miłości i akceptacji ze strony ojca, jakiej potrzebuje. W efekcie może zdecydować, że powinien sam wziąć odpowiedzialność za swój dobrostan psychiczny – opuścić dom ojca i nie odbierać jego telefonów, jeśli ma zwyczaj dzwonić tylko po to, by wygłaszać tyrady.

 

[Źródło: www.charaktery.eu 2015.11.23]